W pustyni i w puszczy, rozdział 36, str. 1

Staś uczył także Kalego strzelać z karabinu Remingtona i ta nauka szła łatwiej od nauki katechizmu. Po dziesięciodniowym strzelaniu do celu i do krokodylów, które sypiały na pobrzeżnych piaskach rzeki, młody Murzyn zabił dużą antylopę pufu29, potem kilka arielów, a wreszcie dzika ndiri. To jednak spotkanie omal nie skończyło się wypadkiem takim, jaki zdarzył się Lindemu, albowiem ndiri, do którego Kali po strzale zbliżył się niebacznie, zerwał się i rzucił się na niego z postawionym do góry ogonem30. Kali cisnąwszy karabin schronił się na drzewo i siedział na nim dopóty, dopóki krzykiem nie przywołał Stasia, który jednakże zastał już dzika nieżywego. Na bawoły, lwy i nosorożce Staś nie pozwalał jeszcze chłopcu polować. Do słoni, które przychodziły wieczorami do wodopoju. i sam nie strzelał, gdyż obiecał Nel, że nigdy żadnego nie zabije.
Gdy jednak rano albo w godzinach popołudniowych dojrzał z góry przez lunetę pasące się w dżungli stada zebr, bubalów, arielów lub kozłów-skoczków, brał Kalego z sobą. W czasie tych wycieczek często wypytywał się o narody Wa-hima i Samburu, z którymi chcąc iść na wschód do brzegów oceanu, musieli koniecznie się spotkać.
– Czy ty wiesz o tym, Kali – zapytał pewnego razu – że za
dwadzieścia dni, a na koniach nawet prędzej moglibyśmy dojechać
do twego kraju?
– Kali nie wie, gdzie mieszkać Wa-hima – odpowiedział młody
Murzyn potrząsając smutnie głową.

2008-10-24 10:19:13